www.psitulmnie.pl Znalazły dom
Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt
SCHRONISKO
Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt "Psitul mnie"
ul. Bytomska 133
41-800 - Zabrze-Biskupice
tel. (32) 271-47-97

Godziny pracy:
poniedziałek- piątek
10.00 - 17.00
sobota, niedziela, święta
10.00 - 15.00

Email:
zwierzak@psitulmnie.pl


english info

deutch info


dojazd od schroniska >>>
formularz kontakowy >>>


Sachspenden für TH in Zabrze sind immer willkommen
Kontakt: SawaOn@t-online.de
Geldspenden bitte direkt an:

Towarzystwo Opieki nad Zwierzetami w Polsce
Oddzial w Zabrzu ( Name des TH´s)
in 41-800 Zabrze (die Stadt)
ul. Bytomska 133 (Strasse)

ING BANK ŚLĄSKI S.A. O/GLIWICE ( So heißt die Bank)

PL 60 1050 1298 1000 0090 3056 8399 dla przelewów zagranicznych
(Das ist das Kontonummer für überweisung ins Ausland)

SWIFT INGBPLPW
IBAN PL 60 1050 1298 1000 0090 3056 8399



TELEFONY INTERWENCYJNE
TOZ Zabrze
tel. 505 125 974
Straż Miejska
tel. (32) 271 24 51
tel. bezpłatny 986
Schronisko
tel. (32) 271 47 97


 
ZNALAZŁY DOM
<< poprzedni - index - następny >>

Aryjka (9019)


Już mi sie ogonek cieszy bo mam domek ;)    30.06.2014

Aryjka to około 3-4 miesięczna suczka, która do naszego schroniska trafiła 23 czerwca 2014 roku z ul. Wawrzyńskiej. Aryjka początkowo bardzo nas się bała, ale okazała się radosnym i bardzo wylewnym w swoich uczuciach szczeniakiem. Uwielbia przytulać się, ale też oczywiście bawić jak na malucha w jej wieku przystało.

https://picasaweb.google.com/114650921578160203091/Aryjka9019




Aryjka-Mishka

W dniu 27.06.2014r. adoptowaliśmy z PsitulMnie Aryjkę (nr 9019). Tak, to już rok jak Mishka jest z nami. Sami nie wiemy kiedy to zleciało... :) Ale może zacznijmy od początku.Może niektórzy z Was pamiętają jak bardzo przeżyłam odejście mojego poprzedniego psiaka ( http://www.psitulmnie.pl/aktualnosci.php?show=news&id=290 ). Od odejścia Niki w czerwcu 2014 roku mijały 3 miesiące, w domu i w sercu panowała ogromna pustka- przez kilkanaście lat ta czarna kulka witała nas w drzwiach, oglądała z nami telewizję, spała w jednym łóżku i nagle jej zabrakło... Rodzice postanowili adoptować kolejnego psiaka, więc przyjechali aż z Radomia do PsitulMnie. Dla mnie każda wizyta w schronisku kończy się potokiem łez, więc nie było łatwo przekroczyć Psitulową bramę. Pani z obsługi pokazała nam dwie suczki- jedna rozszczekana "kierowniczka", która pokrzykiwała nawet na większe psy i druga- przyklejona do nogi opiekunki, drobna, przerażona, bez chęci kontaktu z obcymi. Adopcja zwierzęcia to decyzja na wiele, wiele lat, dlatego nie można jej podejmować pod wpływem chwili- postanowiliśmy ochłonąć (widok psiaków za kratami, błagających o chwilę uwagi rozkleił nas totalnie). Zasmarkani wróciliśmy z całą rodziną do samochodu. Chciałoby się przygarnąć wszystkie psy, wszystkim pomóc, żeby zaznały ciepła, miłości... Po chwili postanowiliśmy jeszcze pojechać do schroniska w Rudzie Śląskiej, w końcu rodzice przyjechali po psa- tam serce mamie skradła mała, kudłata, zasmarkana, przeziębiona kuleczka. Mama wzięła ją na ręce i już nie chciała oddać :) I tak w domu rodziców pojawiła się Tosia. Co najlepsze, ja w planach adopcji nie miałam, mimo że w domu brakowało mi czworonoga. W nocy nie mogłam zasnąć, ta mała przerażona istotka z PsitulMnie nie dawała mi spokoju. Na drugi dzień z narzeczonym podjęliśmy decyzję- jedziemy po nią! Jedziemy ją uratować! Aryjka ponownie nie chciała do nas podejść, przyklejona do nogi opiekunki, ze spuszczoną mordką. Opiekunka mówiła "No zareklamuj się trochę" :) , ale Aryjka się bała. Dopiero po kilkunastu minutach ostrożnie do nas podeszła. Nie potrafiłabym wyjść bez niej z tego schroniska! W biurze dopełniłam wszystkich formalności, wsiadłam do samochodu, rozłożyłam kocyk na kolanach, opiekunka posadziła mi Aryjkę na kocyku, pomachała i odjechaliśmy. Podróż samochodem zniosła bardzo dobrze, była spokojna, wtulała się we mnie, kupiliśmy jej smycz i kilka innych gadżetów. Niestety spacery nie należały do przyjemności- tak jakby zbyt wiele się działo dookoła, mnóstwo ludzi, innych psów, hałasu, ogon zawinięty pod tyłek, całe ciało skulone, a załatwianie potrzeb dobrze szło jej tylko w domu, na panelach ;) Po jakimś czasie od adopcji postanowiliśmy spuścić ją ze smyczy z dala od zabudowań, ulic- ogon do góry i beztroska zabawa na trawie (bez smyczy nie było problemu z załatwianiem się na dworze). Większość ludzi dookoła powtarzała- po co ci taki pies z problemami, ona się wszystkiego i wszystkich boi, załatwia się w domu, gryzie wszystko, niszczy- same straty. Nie powiem, że nie było ciężko, czasami płakałam z bezsilności, w końcu nie jestem ani behawiorystką ani psią trenerką. Mishka nas nie oszczędzała- gryzła buty, pościel, prześcieradła, poduszki, ładowarki, wykładziny i wieeele innych rzeczy. Ale poza tym była i jest aniołem :) Skradła nasze serca w całości! Potrzebowała więcej uwagi i czasu, ale gdy w końcu nam zaufała nasze życie stało się lepsze. To taki jasny promyczek w naszym domu, przytulas, który pakuje się na kolana, wtula się w ciało i patrzy swoimi wielkimi oczami tak długo, aż ktoś się uśmiechnie i ją potarmosi, a gdy samo patrzenie nie działa, używa całego arsenału rozbrajającego człowieka. Nie wyobrażam sobie bez Mishki życia! Skoczyłabym za nią w ogień, a ona za mną pewnie też. Ta więź wymagała od nas współpracy i cierpliwości, ale dzięki temu jest teraz silna. W dalszym ciągu musimy razem pracować, żeby nam się aniołek w diabełka nie zmienił, bo trzeba przyznać że charakterna i uparta jest, trzeba zapewniać jej odpowiednią dawkę ruchu, w przeciwnym razie rozpiera ją energia, ale złego słowa nie mogę o niej powiedzieć. Ma inny charakter niż Nika. Ani nasza Mishka ani Tosia od rodziców nie zastąpi nam Niki, ale nie o to w tym wszystkim chodziło. Psy nam w domu towarzyszyły i towarzyszyć będą. Korzyści są obopólne- my zyskujemy przyjaciela, członka rodziny, a pies zyskuje szansę na nowe życie,z dala od schroniskowych krat. Na koniec ciekawostka- na przełomie marca i kwietnia przyjechałam z Mishką do schroniska. Panie z biura myślały, że chcę oddać psa, więc już szykowały sobie przemowę umoralniającą. A tu zaskoczenie- chciałam tylko zgłosić wykonanie zabiegu sterylizacji, zostawić trochę karmy dla schroniskowych braci i sióstr Mishki i pokazać, że Aryjka żyje i ma się całkiem dobrze :)

Pozdrawiamy Was razem z Mishką :)

 29.06.2015



 
www.psitulmnie.pl ©'2010